1. Kiedy dowiedzialam sie, ze lece do Seulu….
Bylam w wielkim szoku. Zwlaszcza, ze od bardzo dawna nie pracowalam, a tu nagle dowiaduje sie, ze szykuje sie tak wielka i daleka podroz. Emocje byly jeszcze wieksze z racji tego, ze mialam tylko dni do wyjazdu. Z jednej strony ciesze sie, ze tak sie stalo, bo nie mialam czasu na obawy wiazace sie z ta podroza, ale fakt- tempo przygotowan bylo wrecz szalone.
2. Podroz
Nigdy przedtem nie bylam na lotnisku, co mnie bardzo przerazalo, dlatego chcialam byc na tam duzo wczesniej, zwlaszcza ze lecialam z niemieckiego lotniska. Gdy znalazlam sie juz w Berlinie, gdzie mialam samolot do Amsterdamu, nie mialam pojecia co robic. Przygladalam sie ludziom co robia, gdzie ida, ale to mi nie bardzo pomoglo. Wiedzialam ze musze polegac na sobie i to mnie mocno motywowalo, poszlam do informacji i pare minut pozniej wszystko juz wydawalo sie dziecinnie proste. Gdy dolecialam do Amsterdamu, mimo ogromnego lotniska nie mialam najmniejszego problemu ze znalezieniem miejsca skad odlatuje moj samolot do Seulu.
3. Pierwsze wrazenia – miasto, ludzie, agencja…
Z lotniska odebrali mnie ludzie z agencji, co smieszne mysleli, ze nie umiem mowic po angielsku. Fakt, na poczatku bylo mi trudno przestawic sie na plynne romowy w tym jezyku, ale z kazdym dniem bylo mi latwiej. Wielkim zaskoczeniem dla mnie byl klimat. Gdy wyszlam z lotniska przerazilam sie, temperatura siegala okolic 35 stopni, poza tym bylo duszno i mokro, doslownie jak w saunie. Gdy jechalismy do agencji ja zupelnie jak male dziecko ekscytowalam sie kazdym drzewem, kamieniem czy trawka- wszystko bylo takie inne, nowe. Gdy wjechalismy do Seulu (lotnisko znajduje sie w Incheonie jakies 120 km od Seulu). dopiero wtedy poczulam, w jak ogromnym miescie jestem- lasy wiezowcow i morza samochodow…
W agencji poznalam reszte ludzi, potem pojechlismy do mieszkania. Okazalo sie bardzo przytulne, z pieknym widokiem (mieszkalysmy na 19 pietrze). Tam poznalam moja wspolokatorke- Bethany z Kalifornii. Potem dostalam czas na prysznic i przebranie sie i pojechalismy na pierwsze castingi.
4.Przyjaznie miedzy modelkami sa mozliwe?
Trudno dac jednoznaczna odpowiedz. Z jednej strony owszem- moge byc tego przykladem, poniewaz moja pierwsza wspolokatorka- Bethany byla dla mnie jak starsza siostra. Bardzo mnie wspierala, pomagala, nawet nauczyla mnie gotowac:) Jednak z drugiej strony trudno nazwac to prawdziwa przyjaznia, bo niemal niemozliwe jest by byla ona dlugotrwala. Dzis kazda z nas jest w swoim kraju, dziela nas tysiace kilometrow i trudno utrzymac te relacje na skypie czy facebooku. W kazdym razie uwazam, ze bylam ogromna szczesciara majac taka wspolokatorke. Wbrew pozorom bardzo trudno znalezc prawdziwa bratnia dusze w tym swiecie, poniewaz jestesmy konkurentkami, walczymy o te same prace, czasem jedna modelka caly czas pracuje, a druga nic nie robi, a ona ma sto razy lepszego booka, a… Milion innych powodow. Ja nauczylam sie, ze owszem, jestesmy konkurentkami, ale poza tym mieszkamy razem, zyjemy, jestesmy niemal jak rodzina, wiec wspieranie sie jest bardzo wazne, prawda- nieraz byla sytuacja, ze bylam zazdrosna o to, ze moje kolezanki dostaly jakas prace, a ja nie, jednak wiedzialam- to jest taki zawod- kazda z nas jest inna i ma cos wyjatkowego w sobie, ale nigdy nie bedzie tak, ze bedziemy podobac sie wszystkim. Zawsze zajdzie sie ladniejsza i lepsza od nas, czy klient ktory woli dziewczyny o zupelnie innej urodzie, ale najwazniejsze jest zeby znac swoja wartosc i pamietac, ze swiat mody to naprawde wielka loteria.
5. Castingi po koreansku.
Jest parę dosc duzych roznic w porownaniu z Europa. Po pierwsze rzadko kiedy modelka zabiera glos. Zawsze to agent, który wozi nas na castingi, rozmawia z klientem, my tylko siedzimy i sie usmiechamy. Czesto jest to bardzo frustrujace, kiedy wiemy ze rozmawiaja o nas, a nie mamy pojecia czy podobamy się, czy wlasnie ktos mowi o nas jak bardzo mu sie nie podobamy. Następnie na castingu pokazujemy klientowi jak pozujemy. Dlatego warto wiedziec jaki bedzie to rodzaj pracy- czy mamy pozowac super seksownie, czy moze udawac slodkie nastolatki. Na poczatku jest to trudne, nawet troche krepujace i wydaje sie smieszne, zwlaszcza kiedy pozujemy “na sucho” czyli nikt nam nawet nie robi zdjec, ale po kilku castingach jest to normalne. Mysle, ze to dobre doswiadczenie, bo nauczylam sie wielu poz, ale tez gdy patrze na zdjecie zwracam wieksza uwage na to, w koncu caly czas sie ucze:)
6. Pierwsza praca.
Moja pierwsza praca byla dla magazynu slubnego. Spodziewalam sie wygladu ksiezniczki, ale stylizacja okazala sie nieco inna i ciekawsza.Przez cztery godziny trzech fryzjerow robilo mi malutkie loczki, z czego wyszlo ogromne afro (przy okazji mam pamiatke z tej sesji, poniewaz pani makijazystka bardzo chciala pomoc i spalila mi wlosy, efektem jest maly “kogucik” na czubku glowy:)) Sama sesja byla w porzadku, utrudnieniem bylo tylko to, ze fotograf nie mowil po angielsku, wiec porozumiewalismy sie przez tlumacza. Wszystko bylo w ekspresowym tempie, bo jak sie pozniej okazalo byly to edytoriale do dwoch numerow, pozniej szybka zmiana fryzury z afro na cebulke i kolejne zdjecia. Przyznaje, mialam obawy, w koncu to pierwsza praca, ale wszyscy okazali sie bardzo mili i bardzo dobrze to wspominam.
7. Kim jest Andre Kim?:)
Andre Kim jest najslynniejszym koreanskim projektantem i przy okazji jednym z najdziwniejszych ludzi jakich spotkalam (no, ale w koncu taki maly, szary czlowieczek jak ja nigdy nie zrozumie wielkich artystow). Ma 85 lat, zawsze w pelnym makijazu, maluje sobie glowe na czarno i nosi tylko biale ubrania. Koreanczycy traktuja go z wielkim szacunkiem, my- zagraniczne modelki nie moglysmy zrozumiec tego ogromnego zachytu nad jego osoba. Mialam okazje (moze powinnam raczej powiedziec- zaszczyt) pracować dla niego na czterech pokazach. Wlasciwie z pokazami nie mialo to wiele wspolnego, to bylo raczej przedstawienie- na wybiegu snieg, burza, para przy dzwiekach Ave Maria czy Dziadka do orzechow. Opowiesc o dwojgu zakochanych przeplatajaca sie z pokazem ubran w stylu… Andre Kim’a. Jego kolekcje sa tak niepowtarzalne, ze nie mozna ich porownac z niczym innym. Oprocz tego, ze ow pan jest projektantem, to przy okazji jest tez cala marka- od kard kredytowych po rowery i meble.
8.Czym mnie najbardziej zaskoczyl Seul.
Przede wszystkim ludzie, ktorzy sa bardzo przyjaznie nastawieni. Ja akurat nie mieszkalam w tej dzielnicy, co wszyscy modele, wiec w naszej okolicy nie bylo wielu obcokrajowcow, wiec zdecydowanie sie wyroznialysmy. Na poczatku bylam strasznie skrepowana, ze wszyscy sie na mnie patrza, ale to byl taki przyjazny wzrok, zawsze ktos powiedzial “hi” albo “bjutipul”, ludzie sie usmiechali, w metrze zawsze ktos sie przysiadl i porozmawial, robili sobie ze mna zdjecia, nie spodziewalam sie, ze Koreanczycy sa tak mili otwarci i pomocni dla obcokrajowcow.
miejsce gdzie robia tradycyjne koreanskie cukierki z nitek miodu i orzchechow. Dzieki uprzejmosci tego pana, ktory mnie zaprosil za lade mialam okazje ich sprobowac :)
9. Co bym poradzila modelce lecacej pierwszy raz do Seulu
Zeby zabrala wygodne buty- jest tyle pieknych miejsc w Seulu, ze przydadza sie wygodne trampki no i jakas pusta walizka- mozna znalezc tam wiele swietnych rzeczy po naprawde dobrych cenach:)
10.Co mi daly 3 miesiace w Seulu – z punktu widzenia modelki i nie tylko
Nigdy wczesniej nie bylam tak dlugi czas poza domem. Nawet nie potrafie powiedziec jak duzo nauczylam sie przez te 3 miesiace. Przede wszystkim stalam sie bardziej samodzielna, nauczylam sie zarzadzac pieniedzmi, tam nie bylo mamy, ktora ugotowala obiad i zrobila zakupy. Wiedzialam, ze musze liczyc na siebie. Taki trzymiesieczy zalazek doroslego zycia. Na duzo rzeczy teraz patrze inaczej, nauczylam sie pokory. Czasem mi cos kompletnie nie pasowalo, czasem mialam ochote powiedziec wszystkim : juz was nie lubie i ide do domu, jak dziecko obrazic sie i tupnac noga, ale z drugiej strony wiedzialam, ze musze zachowac sie profesjonalnie i staralam sie wszystkie wybuchy emocji zostawiac na czas wolny. W ciagu pobytu spotkalam mnostwo pieknych dziewczyn z niemal calego swiata, latwo sie wtedy nabawic kompleksow, przyznaje, ze bylo ciezko, czasami czulam, ze jestem beznadziejna, dlatego tak jest wazne zeby znac swoja wartosc i zdawac sobie sprawe, ze nigdy nie wiadomo komu sie spodobamy, nie nastawiac sie ani na wielkie tak ani tez na zupelne “nie”, po prostu zyc dniem, wykorzystywac to, ze jest sie w egzotycznym miejscu, dawac z siebie wszystko. Nie zawsze w tym swiecie spotkamy milych cudownych ludzi, ale zamiast ich nasladowac, lepiej zarazac innych otwartoscia i optymizmem. Ja wiem, ze zlapalam ten wyjazdowy “bakcyl” i… chce wiecej! :)











One Trackback
[...] [...]