Bardzo dlugo zbieralam sie do napisania czegokolwiek na tym blogu. Nie dlatego, ze do powiedzenia na temat modelingu nie mam nic ( trudno to sobie wyobrazic, biorac pod uwage fakt, ze jest on integralna czescia mojego zycia od ponad 3 lat). Zastanawialam sie , jak mozna w jedynym tekscie zawrzec wszystkie modelingowe prawdy bez wrazenia, ze to wszystko sie przeciez jakos wyklucza. Prawde o tym, ze mimo iz jest to swiat, w ktorym ludzie oceniaja cie tak powierzchownie jak tylko sie da, i nie interesuja sie Toba jako czlowiekiem, nikogo nie dziwia telefony w srodku nocy od przyjaciolki z agencji, dla ktorej gdzies w innej czesci swiata wlasnie zaczyna sie dzien. O tym, ze modelka wcale nie musi byc glupia, chociaz jak mozna miec cos ciekawego do powiedzenia, jezeli najwazniejszym celem kazdego dnia jest to,zeby dobrze wygladac. O tym, ze ciezka praca mozna cos osiagnac, chociaz kazdy i tak wie, ze jak kariera to przez lozko. Po 3 latach pracy w tym zawodzie dochodze do wniosku, ze nie ma jednej uniwersalnej prawdy na temat swiata mody i modelek. Jest on chyba wypadkowa tych wszystkich mniej lub bardziej pochlebnych faktow, a juz tylko od człowieka zalezy, co bedzie chcial z tego wyniesc dla siebie.Bez oceniania innych opowiem, jak wyglada moja historia.
Moja praca ( z szacunku dla innych unikajmy słowa kariera) zaczela sie niespodziewanie. Przypadkowe spotkanie w centrum handlowym, pierwsze probne zdjecia z nastawieniem “przynajmniej bede miała cos na pamiatke”, potem nagly telefon z jednej z najwiekszych agencji z Mediolanu ( ktory nie wiem kogo zaskoczyl bardziej – mnie , czy Magde, bo w dobie modelek- wieszakow jestem ta, o ktorej mozna powiedziec “wrecz przeciwnie”)
Pierwszy polaroid zrobiony przez Magde, nazwany w agencji “Lwica”. 3 lata temu byl moja przepustka do Mediolanu, a 3 miesiace temu zachwycil paryskich bookerow.Piekno tkwi w prostocie?
Kiedy kilka tygodni pozniej siedzialam w samolocie lecacym do Mediolanu, nie wiedzialam, ze zaczynam kompletnie nowy etap mojego zycia. Ktory trwa do dzis. Juz po pierwszych dniach pobytu na miejscu okazało sie, ze tempo zycia modelki osiaga jakas dziwna niedozwolona predkosc. Pobudka wczesnie rano, szybki prysznic, szybki makijaz, szybkie sniadanie , i potem calodzienna gonitwa na szpilkach z lista castingow tak dluga jak lista swiatecznych zakupow w reku. I biegasz tak w kolko po miescie, wiecznie spozniona, i czekasz w kolejce z 40, 50 innymi dziewczynami z calego swiata, ktore dziwnym trafem na kazdym castingu wygladaja, jakby przyjechaly tu rywalizowac o tytul Najbardziej Niesamowitej i Najpiekniejszej Kobiety Dekady. Kiedy po kilku tygodniach okazalo sie, ze mam szanse na zrobienie kampanii jednego z najwiekszych wloskich domow mody, pomyslalam – oczywiscie, przeciez tak mialo byc, mialam tu przyjechac, zrobic te zdjecia, i od teraz juz wszystko bedzie pieknie i kolorowo. Tak samo szybko jak pierwsze nadzieje, przyszly tez pierwsze rozczarowania. Tej kampanii oczywiscie nie zrobilam. Ale pojawily sie inne prace, i pomyslalam, ze moze jednak warto probowac dalej.
Zdjecie z mediolanskiego testu. Ulubione wsrod meskiej czesci moich znajomych.
Zdjecie z wloskiej kampanii firmy Altra Moda. W tle tort za 720 euro. Smakowal jak tunczyk :) Nie wszystko zloto, co sie swieci?
Musze przyznac, ze dlugo zajelo mi przyzwyczajenie sie do trybu zycia, w ktorym nic nie jest pewne. Do tego, ze walizka musi byc caly czas w polowie spakowana, bo przeciez moze się okazac, ze za chwile musisz leciec na drugi koniec swiata. Do tego, ze mozesz pracowac jak szalona dniami i nocami, zeby potem dowiedziec sie, ze w najblizszym miesiacu bedziesz robic nic. Do tego, ze klient moze zabookowac cie do pracy, zapewniajac, ze ty i tylko ty, tylko po to, zeby na 5 minut przed zdjeciami stwierdzic, że jednak twoje włosy sa zbyt krecone, oczy niezbyt skosne, a w ogole to i tak od poczatku było wiadomo, ze szukali Latynoski.
Mediolan to byl pierwszy przystanek w mojej modelingowej podrozy. Barcelona, Madryt, Sarydnia, Korsyka, Paryz, Wyspy Kanaryjskie, Ibiza, Mauritius, Rzym, Ateny, Wenecja, to tylko poczatek listy miejsc, ktore dzieki swojej pracy udalo mi sie odwiedzic. Mimo wielu gorszych momentow i rozczarowan nigdy nie zalowalam, ze zdecydowalam sie wsiasc 3 lata temu do samolotu i zaryzykowac. Praca modelki nauczyła mnie wielu rzeczy. Oprocz duzej niezaleznosci finansowej, stalam sie ( byc moze w obliczu wszystkich kontraktow i zobowiazan, ktorych musialam sie podjac, brzmi to troche paradoksalnie) niezalezna jako czlowiek. Przeszlam przyspieszony kurs radzenia sobie samej w wielkim swiecie , kilometry od domu i najblizszych, i nauczylam sie, ze im szybciej podniesiesz sie po porazce, tym szybciej mozesz osiagnac kolejny sukces.
Hiszpanski edytorial. Od godziny 3 w nocy , zwarci i gotowi, czekalismy na pierwsze promienie slonca, zeby trafic na najlepsze swiatlo. Warto było.
Barcelona Fashion Week. Na pokazie Juan’a Vidal kroczylam dumnie w butach…. o 4 rozmiary za malych. Podczas tygodni mody niemozliwe staje sie mozliwe :)
Pamiatka z mojej najdalszej sluzbowej podrozy. Sesja na wyspie Mauritius. Bajkowo, kolorowo, egzotycznie.
Az trudno uwierzyc, ze tworzac tak spokojny i eteryczny klimat zdjecia myslalam o tym, ze jeszcze chwila i spoznie sie na samolot na Ibize i nie dolece na kolejna sesje.
Pierwsza niemiecka sesja zdjeciowa. W roli niedzwiadka wystapila stylistka. Wbrew pozorom to jej przypadla najlepsza rola – temperatura nie przekraczala 0.
Pierwsza sesja zdjeciowa w Barcelonie, ktora miala stanowic przelom dla mojej kariery. Jej efekty przepadly wraz z zepsuciem sie sprzetu fotografa. Jedyne zdjecie, ktore ocalalo to powyzszy portret.
Hiszpanska kampania reklamowa firmy Evax. Gdy pracowalam przy tym zdjeciu, drugiej modelki nie bylo w studiu. Dzieki komputerowemu czary- mary fotograf “dokleil” ja pozniej :)
Sesja robiona na potrzeby programu Raj, ktory krecil mini dokument o modelkach z naszej agencji. Pozdrawiam panow operatora i dzwiekowca :)
Zdjecie zrobione poza sesja, w oczekiwaniu na lunch.Nigdy nie wiadomo, co zainspiruje fotografa :)
Modelka pracujac musi odgrywac rozne postaci. Czasami takie, o ktorych lepiej nie wspominac rodzicom :) Tutaj w roli kobiety, hmmm, wyzwolonej? Kalendarz ML Studio. Bylam sierpniem.
Sesje dla niemieckich magazynow. Hamburg jest jednym z miejsc, gdzie pracuje najczesciej.
Okladka francuskiego magazynu Atmospheres. W urokliwej okolicy Notre Dame, za plecami forografa zdjecia robilo mi około 60 uczestnikow szwedzkiej wycieczki studenckiej.
Zaraz, zaraz… Kto sie ubiera u Prady? ;)
A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, ze gdy staje przed obiektywem aparatu i wiem, ze za chwile moge stac sie kims innym, bo tworzymy jakas nowa historie, to odkladam gdzies na bok kontrakty, agencje, castingi i wyscig po kolejna prace, to ciagle czuje ten przyjemny dreszcz emocji.




















3 Comments
Permalink
Ale miło się czytało. Brawo. Jesteś niezwykła.
Permalink
Niezwykle miło się mi wspomnienia te czytało. Gratuluję kariery!
Permalink
dzis znalazlem tego bloga.
dobrze misie czytało.
fajnie tu:)