Uwielbiam widoki z samolotu, w tym roku miałam okazje podziwiac je bardzo czesto, tym bardziej w te wakacje i wrzesien – dlugi lot do Azji, Seulu, gdzie przezyłam i nauczylam sie wiele, w miedzy czasie loty do Japonii, Osaki aby wyrobic wize, raz na moje szczescie pobyt trwal nieco dluzej, mialam okazje wypoczac na plazy, na ktorej spedzilam caly dzien z przemilą grupa ludzi, ktora wieczorem zorganizowala male reggae party, oczywiscie poplywałam tez w tamtejszym morzu i zobaczylam mnostwo ciekawych rzeczy przez te pare dni.
Powrot do Polski tylko na chwile, spakowac jakies nowe rzeczy, spotkac sie ze znajomymi zdazylam jeszcze isc na rozpoczecie szkoly, i wylot do Mediolanu po raz drugi, gdzie tak jak wczesniej było niesamowicie.
Jeszcze bardziej niż widoki z samolotu uwielbiam podroze, nawet mozna stwierdzic, ze kocham, moze nie tyle co same podroze, ale poznawanie tak wielu rzeczy, nowych ludzi, i siebie przede wszystkim. Wakacje spedzone w Seulu, praca tam, to było dla mnie cos cudownego – fotografowie przemili, chociaz nie wszyscy znali angielski, mozna było sie porozumiewac bez slow ;) Makijazystki zawsze były lekko zwariowane, i przez to przygotowania do zdjec byly zabawne i strasznie ciekawe, zawsze staralam się uczyc nowych slow, ktore do dzis sobie powtarzam, zeby niczego nie zapomniec. Pierwszym zdaniem, ktorego sie nauczylam bylo „Sarang he jo – kocham cie” :).
Oprocz zdjec zrobilam tez pokaz na ktorym poznalam ludzi, z ktorymi kontakt utrzymalam przez caly pobyt tam – do dzis, w nadziei, ze jeszcze kiedys się spotkamy – dzieki nim mialam okazje przezyc ciekawe chwile – dostalam w prezencie bilety i zabrali mnie wraz z jedna z moich wspollokatorek na Incheon Pentaport Rock Festival, festiwal ten trwa trzy dni i wczesniej juz o nim duzo slyszalam, i bylam zachwycona spedzajac tam caly dzien i pol nocy.
Pobyt w Seulu wspominam bardzo milo i czesto, na castingi nas wozili, wiec nie trzeba było samemu się o to martwic, gdy było bardzo goraco, zawsze zatrzymywalismy sie po mrozona kawe, i w super nastrojach z wesola muzyka ruszalismy na castingi, na ktore moglysmy wchodzic pelne energii i z usmiechem na twarzach. :) agencja nawet pozwolila nam miec szczeniaka w apartamencie, ktorego jedna z modelek dostala od przyjaciela, nazwalysmy go Snupi i wyszlo w koncu na to, ze wszyscy sie nim opiekowali, nawet nasz booker ;)
w wolnych chwilach staralysmy sie z dziewczynami zwiedzic jak najwiecej, odkrylysmy jedno miejsce – cheonggye stream – sztuczny, dluugi strumyk z malym wodospadem na koncu, jak tam jest cudownie… Blisko naszego apartamentu, jezdzilam tam wiec bardzo czesto, bylo to dla mnie wspaniale miejsce, na odprezenie i zrelaksowanie :).
W Mediolanie tym razem prawie w ogole nie mialam czasu dla siebie, jedynie wieczorami, żeby poczytac do szkoly i uzupelnic material, byl juz wrzesien – a jestem w klasie maturalnej, wiec nie moglam o tym zapominac, na pierwszym wyjezdzie tez musialam jakos zawsze znalezc czas na nauke, nie bylo z tym wiekszych problemow, chociaz castingow bylo tym razem wiecej, praktycznie caly dzien biegalo sie z mapa w reku, na szczescie czesc Mediolanu juz znam, wiec bylo na pewno latwiej – za pierwszym razem polegalam tylko na mapie i ludziach dookola, czesto sie gubiac, tym razem duzo ulic już kojarzylam, co na pewno bylo wielkim ulatwieniem w dotarciu na czas w okreslone miejsca. zrobilam pare prezentacji i pokazow, na jeden lecialam na Barii, z czego bardzo bylam zadowolona, dowiedzialam sie jak wygladam w czarnych wlosach, i hmmm… przynajmniej utwierdzilam sie w przekonaniu, że ten kolor nie jest dla mnie ;)
Juz teraz nie moge doczekac sie poznawania nowych miejsc – nastepnego wyjazdu, nowych sesji, klimatu zdjec i pokazow, ciekawosci kolejnego dnia i bieganiny po miescie na wszystkie castingi… to po prostu uzaleznia ;).

















